Stoimy przed jednym z najbardziej kontrowersyjnych pomników Olsztyna. Oficjalnie nosi on nazwę „Pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej”. Mieszkańcy najczęściej nazywają go jednak po prostu „Szubienicami” – ze względu na charakterystyczny wygląd przypominający ogromną szubienicę.
Pomnik odsłonięto w 1954 roku. Miał on pierwotnie wyrażać wdzięczność wobec Armii Czerwonej. Jego autorem był Xawery Dunikowski, jeden z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy XX wieku. Do budowy wykorzystano kamienne bloki pochodzące z Mauzoleum Tannenberg znajdującego się w dzisiejszym Olsztynku.
I tu dochodzimy do fascynującej historii. Mauzoleum upamiętniało niemieckie zwycięstwo nad Rosją w 1914 roku. Dokładniej mówiąc, było to zwycięstwo Cesarstwa Niemieckiego pod przywództwem Prus nad armią rosyjską w Prusach Wschodnich. Sama nazwa „Tannenberg” nie była jednak przypadkowa.
Prawdziwa bitwa pod Tannenbergiem rozegrała się już w 1410 roku. W Polsce znamy ją jako bitwę pod Grunwaldem. Wówczas wojska Zakonu Krzyżackiego poniosły druzgocącą klęskę w starciu z połączonymi siłami polsko-litewskimi. Ponad pięćset lat później niemieckie dowództwo celowo nadało zwycięstwu z 1914 roku nazwę „bitwy pod Tannenbergiem”, mimo że walki toczyły się w innym miejscu.
Miało to symbolicznie pokazać, że porażka z 1410 roku została wreszcie „pomszczona”. Można powiedzieć, że historia została tutaj świadomie wykorzystana do celów politycznych. Nazwa miała mniej wspólnego z rzeczywistym przebiegiem wydarzeń w 1914 i 1410 roku, a bardziej z budowaniem określonej narracji historycznej. W dzisiejszym języku można by to nazwać wczesnym przykładem polityki historycznej, a nawet formą dezinformacji.
Właśnie dlatego w historii tego pomnika kryje się szczególna ironia. Kamienie, które pierwotnie służyły do upamiętnienia niemieckiego zwycięstwa nad Rosją w 1914 roku, zostały później wykorzystane do budowy pomnika mającego gloryfikować zwycięstwo Związku Radzieckiego nad Trzecią Rzeszą w 1945 roku.
Również znaczenie samego pomnika jest do dziś przedmiotem sporów. Dla jednych symbolizuje on koniec nazistowskiej dyktatury. Inni przypominają, że wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej przyszły także grabieże, zniszczenia oraz wieloletnia polityczna zależność Polski od Moskwy. Dlatego od wielu lat trwa dyskusja, czy pomnik powinien pozostać na swoim miejscu, czy też zostać usunięty.
Niezależnie od własnych poglądów trudno znaleźć w Olsztynie drugie miejsce, które równie wyraźnie pokazuje, że historia rzadko bywa prosta i niemal nigdy nie jest czarno-biała.
Także los potrafi dopisywać do tej historii własne rozdziały. Tuż obok pomnika planowana jest budowa parkingu podziemnego, który w sytuacjach kryzysowych mógłby pełnić funkcję schronu. Ironia jest oczywista: miejsce poświęcone niegdyś armii ze Wschodu mogłoby w przyszłości chronić ludzi przed zagrożeniami, które również mogłyby nadejść ze Wschodu.
Na koniec warto wspomnieć o samym artyście. Xawery Dunikowski był podczas II wojny światowej więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Miał już ponad sześćdziesiąt lat i należał do grupy więźniów o najmniejszych szansach na przeżycie. Mimo to przetrwał niemal pięć lat obozowej gehenny i doczekał wyzwolenia obozu przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku. To doświadczenie głęboko wpłynęło na jego późniejszą twórczość. Być może właśnie ono tłumaczy, dlaczego to on stworzył ten pomnik – dzieło, które do dziś skłania do refleksji nad pamięcią, polityką i znaczeniem historii.